Chciałam przeczytać fantastyczną książkę o tym, jak kobieta Patrycia, angielka, zaczyna prowadzić winnicę we Francji Miałam nadzieję. I moja nadzieja zgasła w dwóch trzecich książki. I książka zaczęła mnie po prostu nudzić. Ile można czytać o koszeniu. podwiązywaniu. naciąganiu, czyli o pracach przy winnicy. Rozumiem raz, drugi - jest to interesujące, motywujące jak sobie radziła.
Ale cały czas miałam w głowie:
- Dlaczego ona prowadzi tę winnicę? Przecież to nie ona jej chciała? Chciał mąż!! To on kupił winnicę, a potem zwiał do Angli, zostawiając żonę samą.
A ona zaczęła się uczyć francuskiego i działać.
Dziwne trochę...
Która kobieta wywieziona do innego kraju, nie znając języka i wiedząc, że będzie musiała ciężko harować na winnicy, o której nie ma zielonego pojęcia, by została?
Czy któraś z was by została????!!!!
Ja myślę, że po pierwszym sezonie to już bym dała drapaka. Przecież to jest fizycznie ciężka praca.
Pomijając to, dlaczego się nie zbuntowała, dlaczego mąż jej w tym nie pomagał. Od początku czułam, że to jakaś ściema. A potem czytam w recenzjach innych, bo już nie doczytałam książki, że ten mąż odszedł od żony i nawet nie wiadomo dlaczego.
No przecież wiadomo dlaczego... he he przecież pracować mu się nie chciało.
Żartuję trochę. Nie wiem dlaczego. Może chorował na depresję, bo tak wynikało z tych opisów. Ale czy to jest prawda? Czy autorka opisała rzetelnie stosunki między nią a mężem?
Raczej chyba nie, bo to nie było głównym wątkiem książki. Głównym wątkiem książki było prowadzenie winnicy.
A drugiej części już nawet nie tknęłam. Tak jak byłam zauroczona książką Kinga "Lśnienie" i czytałam im wolniej, tym lepiej, bo delektowałam się czytaniem, tak tutaj odkładam. Dziękuję. Jednak chyba literatura kobieca nie dla mnie, ale podziwiam ten kobietę, że przez tyle lat prowadziła winnicę. Dokupiła nawet jeszcze inne. I miała bardzo, ale to bardzo dobre wina, doceniane wśród znawców. Szacun naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za komentarz